Czasem tracisz wszystko tylko po to aby otworzyć się na nowo i zobaczyć, że to co ci zostało, stało się twoim całym światem...

poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Przypadki podążają za ludźmi... #Dział 5)


- Przepraszam, wiesz może gdzie mieszkam? - zapytałam z rozbrajającą szczerością. Dopiero teraz podniosłam wzrok na ową osobę. Przede mną stał wysoki mężczyzna z brzuchem (tak, szczupła się odezwała ;p ). Z twarzy przypominał osiedlowego pijaczka. No, ale cóż.. Pytanie padło. Ruszył dalej. 
- Bardzo dziękuję za pomoc! - krzyknęłam za nim odrobinę podminowana. Mężczyzna przystanął i odwróciwszy się w moją stronę, podszedł. Czego chciał tym razem? Lekki strach dał o sobie znać, jednak rozbrajający uśmiech na twarzy nieznajomego, szybko go rozwiał.
- Gdzie mieszkasz? - spytał. No, właśnie sama chciałabym to wiedzieć.... Uśmiechnęłam się bezradnie. Przejechał dłonią wzdłuż twarzy. - A z kim?
- Z Pheni...Smilest, Smilist.. - Diabli niech wezmą moją pamięć do nazwisk i imion! Czułam, że robię z siebie jeszcze większą idiotkę.
- To jakaś ukryta kamera? - zaśmiał się, ale napotykając moje poważne spojrzenie dodał. - Nie potrafię ci pomóc. Najlepiej zgłoś się na policję - chwile mi się przyglądał. - Zaprowadzić cię?
Czy on nie wierzy w moją orientację w terenie? Nie dziwię się.
- Nie, dzięki. W razie czego po nich zadzwonię - pożegnałam się. Tak, zadzwonię z rozładowanej komórki, która została w domu... Po prostu poszłam, gdzie mnie oczy poniosły.

*dom Wanted'owców*

Siedziałem w fotelu na przeciwko telewizora. Nadawali właśnie jakiś film akcji z Smith'em. Sam z resztą nie wiem. Ze słuchawkami w uszach, poddałem się rozmyśleniu. O niej... O mojej a raczej już nie, Patricii, kiedy usłyszałem huk otwieranych drzwi. Rzuciłem okiem na zegar stojący na prawym głośniku - na powrót chłopaków było znacznie za wcześnie. Oj, Nathan.. Czy ty się kiedyś nauczysz zamykać drzwi na klucz? Wszedłem do kuchni...
- Co ty tu robisz? - spytałem Kev'a. Zdziwiłem się jego obecnością. Dopiero co skończył pracę, czyżby aż tak się stęsknił, w ciągu tych dwóch godzin?
- A, nic. Tak przyszedłem, pogadać - odparł jak gdyby nigdy nic, wyjmując piwo z lodówki. Ach, tak. Częstuj się.
- O czym? - spytałem siadając przy stole. Skierował w moim kierunku puszkę z trunkiem. Potrząsnąłem głową w geście odmowy.
- Noo.. Nie wiem.. Co tam u was?
- Kev, widzieliśmy się chwilę temu - westchnąłem i kontynuowałem. - Siva u Nar, Tom z Kels, Max i Jay poszli gdzieś odreagować - udawałem, że wlewam w siebie zawartość wyimaginowanej butelki.
- Aha, a ty czemu tu tak?
- Jakoś nie miałem ochoty. Dobra, mów co z tobą.
- Mam pierwszą psychiczną fankę.
- Że co? - zdziwiłem się. - Gratulacje!
- Tyle, że wiesz... No, bo z jakąś godzinę temu zaczepiła mnie na ulicy jakaś dziewczyna, pytając czy, całkiem przypadkiem, nie wiem gdzie ona mieszka? - wyłupiłem oczy, a to takie coś nawet jeszcze mi się nie przytrafiło.
- I co dalej? - wypytywałem.
- Nic, nie znała adresu, nie wiedziała jak nazywa się osoba, z którą mieszka - jakaś Pheni podobno, ale nazwiska nic. Ale ci powiem, że na pewno nie Brytyjka. Taka ciekawa karnacja i...
- Zaraz, zaraz. Że z kim mieszka? - spytałem otępiały.
- No, z jakąś Pheni, ale uwierz taką ksywkę może mieć co druga osoba w Londynie. A z resztą poleciłem się jej zgłosić na policję i... - dalej go nie słuchałem. Gdzie ta komórka? W przedpokoju odnalazłem swoją kurtkę, przeszukałem kieszenie - jest. Szybko wybrałem numer.
- Nath, co jest? - uciszyłem gościa ruchem ręki.
- No, hej babciu...... Słuchaj nie mam za bardzo czasu... Ale daj mi powiedzieć... Tak wpadnę przed wyjazdem, ale..... Babciu, no! ..... Okej, przepraszam za ton...... Ale.... Jest u ciebie Kayla?.... Tak, wiem chodzi o tą dziewczynę co z tobą mieszka..... Jest w domu?.......... To sprawdź........  Po prostu jestem ciekaw....... Proszę.... - dało się słyszeć kroki na schodach. Popatrzyłem na Kevin'a, już miałem mu wszystko wytłumaczyć, kiedy z drugiej strony aparatu odezwał się głos.
- Jak to nie ma?..... Nie, spokojnie...... Znajdzie się, na pewno...... Dobrze..... Zadzwonię później, cześć - i nie czekając na jakąkolwiek odpowiedź przerwałem połączenie.
- Gdzie widziałeś tę dziewczyną? - spytałem.

*** gdzieś***

Ding, dong, bing bang, mamy godzinę dwudziestą trzecią, a ja za choinkę nie wiem, gdzie jestem? Znaczy wiem. W tym samym miejscu, gdzie spotkałam nieznajomego, czyli dreptam w miejscu. Po prostu świetnie...
- Kupić ci obrożę z medalikiem? - usłyszałam za sobą czyjś głos. Odwróciłam się w daną stronę i momentalnie rzuciłam się na szyję mówcy. Wydawał się zszokowany moją reakcją, cóż ja też, ale teraz liczy się to, że przeżyję!
- Co tu robisz? - puściłam go i odsunęłam się.
- Zgubiłem się - Nath uśmiechnął się pod nosem, wzruszając ramionami.
- Powinieneś zgłosić się na policję - odparłam z powagą.
- I kto to mówi? Chodź - chwycił mnie za rękę.
- Ale gdzie? - przystanęłam.

***innymi oczami***
 
- Pomyślałem, że wracasz do domu.. Odprowadzę cię... To po drodze - odparłem na jej nieme pytanie.
- To idziemy...
- Kayl?? - odwróciła się, unosząc brwi. - To tędy - wskazałem odwrotny kierunek do jej zamierzonego.
- Przecież wiem - uśmiechnąłem się tylko kpiąco. Chwilę szliśmy w ciszy.
- Frid.. Znaczy Nathan - szybko się poprawiła, podniosłem na nią wzrok. - Ja się w cale nie zgubiłam.
- To, tak jak ja - spojrzała na mnie pytająco.
- Oj, przyjmijmy, że po prostu wpadliśmy na siebie, to po co mamy wracać oddzielnie w jednym kierunku? 
- Racja - widać było, że poczuła się lepiej. Doszliśmy pod właściwy adres. Weszliśmy do środka i od razu rozległ się szczerbiot mojej babci.
- Nathy, co tam u ciebie? Jak się masz? Zostaniesz? - grom pytań spadł na moją głowę.
- Babciu jest już późno. Pójdę do siebie - jej odpowiedzi nie słyszałem. Wzrokiem szukałem Kayl. Ona to ma talent do znikania.. Znalazłem ją w pokoju na górze. Oparłem się o framugę drzwi. Dopiero po pewnej chwili mnie spostrzegła.
- A co ty tutaj robisz? - spytała. Wzruszyłem ramionami.
- Co ci strzeliło do głowy z tym spacerem? - kąciki moich ust powędrowały do góry.
- Nic... Zresztą.. Miałam wszystko pod kontrolą.
- Tak, - chwila cisz - słuchaj podaj mi swój numer - znowu to dziwne spojrzenie. - No, wiesz... Na wypadek gdybyś znowu.... wybrała się zwiedzać okolicę - w końcu znalazłem adekwatne wyjaśnienie. Dziewczyna podała mi rząd cyfr. Wpisałem je w komórkę i od razu wybrałem nowo wpisany numer. W pokoju panowała głucha cisza.
- Gdzie masz telefon? - spytałem. Uderzyła się otwartą dłonią w czoło.
- Bateria mi padła - odparła.
- Lepiej ją naładuj - rzuciłem przez uśmiech kierując się ku drzwiom. Z tą dziewczyną naprawdę jest coś nie tak.
- I Kayl - zatrzymałem się jeszcze - noś ją przy sobie, bo inaczej naprawdę będziemy zmuszeni zainwestować w smycz - wywróciła oczami i już chciała coś powiedzieć, kiedy przerwałem jej. - I w kaganiec przy okazji też. Nie pyskuj. Cześć - z bananem na twarzy zszedłem na dół. Cudem udało mi się przekonać babcie, że naprawdę nie mogę zostać na noc. Znalazłszy się na powietrzu ruszyłem tą samą drogą powrotną. Tak, bardzo po drodze mieszkam...

W domu przywitały mnie krzyki chłopaków:
- Młody, gdzie ty byłeś? - i po co Clara im mówiła o Pat? Teraz nie będę mógł wyjść z domu, bo oni od razu myślą, że idę zrzucić się do Tamizy.
- Zgubiłem się - odparłem z nieschodzącym cały czas uśmiechem i zniknąłem w swoim pokoju.

***obiektywny obserwator - godzina trzecia nad ranem***

Ludzie w domach śpią, z imprez wracają. W spokojniejszej dzielnicy Londynu, w domu niepozornej staruszki, w pokoiku na piętrze pali się światło. Tam, na podłodze wśród stosu rzeczy, między otwartymi walizkami siedzi ciemnowłosa dziewczyna. Po raz kolejny przekopywująca się przez ten sam bałagan w poszukiwaniu jednej, maleńkiej ładowarki...


                 Just life... Enough :)


poniedziałek, 29 lipca 2013

Bo ty musisz być... Musisz żyć, choć nie chcesz... #Dział 4)

Czasem ciężko się podnieść, lecz niektórzy zostali stworzeni do podtrzymywania innych, zwiedzania podziemi. Chronienia innych przed upadkiem.

*gdzieś, gdzie nie zajrzał jeszcze wzrok*

- I just gotta let it go
I should'a know
I gotta learn to say goodbye now
I throw my armour down
And leave the battleground
For the final time now
I know I'm running from a warzone







*cztery ściany, materac*


Człowiek to jednak złożona istota. I to dość ironiczna. No, bo patrzcie na nas; co innego sobie stawiamy za cele, do innego dążymy, a na koniec i tak nic nie dochodzi do skutku. Homo sapies - człowiek myślący, gatunek rządzący.. Taaa...

"Jak tu cicho. Czasem dobrze posiedzieć w spokoju, z dala od tego gwaru i krzyku. Taaaa... błoga cisza. Nie sądzisz? Ehmn.. Czyli będę prowadził monolog, tak? Z drugiej strony to dobrze, wreszcie porozmawiam z kimś na równym poziomie intelektualnym. Nie łatwo znaleźć sobie tak doborowe towarzystwo..." - On tak serio? Wczorajsza rozmowa, a raczej wymiana zdań o tak zwanym "wszystkim i niczym" na trwałe zaprzątała moje myśli... Coś z nim jest nie tak... "To... Trzymaj się, Mała." - Ciekawe czego? On nic nie rozumie.. A może wie więcej niż się przyznaje? Może ma racje?
Wzięłam w dłoń iphon'a. Popatrzyłam na wyłączony ekran. Z czarnego szkła patrzyło na mnie dwoje oczu, zasnutych mgłą, bez jakiegokolwiek przejaśnienia. "I co ja mam z sobą zrobić?" -  wyrwało mi się z zasuszonego gardła. "Spróbujcie się dogadać, co?'' - głupie wspomnienia nawiedzały moją podkorówkę. A może to wyrzuty sumienia, poczucie odpowiedzialności? Sama nie wiem. W każdym razie coś każe mi wstać. Każe istnieć, choć chętniej odpłynęłabym jak najdalej...
 
* ściany pokryte regipsem, mikrofony i nas pięcioro*

-(...) Standing here in this burning room
You know the end could never come so soon
.................
- Nathan!! - po raz już któryś dziś słyszałem podniesiony głos wzywający mojego imienia.

- Co? - spytałem lekko otępiały. Co się dzisiaj ze mną dzieje?
- It's clear to me... ? - popatrzyłem na Jay'a jak na jakiegoś kosmitę. O co mu chodzi? Po chwili doznałem olśnienie, z rozmachem uderzyłem się dłonią w czoło. Szkoda, że nie pomyślałem aby wcześniej rozluźnić pięść. Jęknąłem cicho wywołując tym samym śmiech chłopaków. Wywróciłem oczami, gdy nagle podbiegła do mnie szatynka.
- Nic, ci nie jest? - złapała moją twarz w dłonie i uważnie się jej przyjrzała.
- Clar, jest okej - odegrana przez nas scena jeszcze bardziej rozśmieszyła resztę. Tak, Nath książę w opałach wybawiany przez księżniczkę Heartbeat.
- No, co? Dzieckiem trzeba się zająć - wzruszyła ramionami w odpowiedzi na zachowanie chłopaków.
- Kto by pomyślał, że tak szybko odezwie się w niej instynkt macierzyński? - skomentował McGuiness.
- Dobra! Od początku! - surowy głos spod ściany przywołał nas do porządku.. Fortepian.. I dajesz, Nathan....

*interesujący, ale jedyny materac, którego włókna już tysiąc razy zostały przeliczone*

Słowo się rzekło. Najwyższy czas rozprostować nogi. I..i...i..i..i BUM - ląduję na podłodze.
"Młoda damo..." - przypominają mi się słowa Fridge'a. Kurcze, czy ja przestanę w końcu nazywać go lodówką? Nie wytrzymuję i chwytam z łóżka poduszkę, aby zagłuszyć swój własny chichot. Jak to jest, że moje najlepsze wspomnienia pochodzą z ostatniego dnia? I to one potrafią mnie przyprawić o dziki śmiech w najtrudniejszych chwilach? Powyższe pytanie mnie degustują. Odkładam "mój knebel" i przez chwilę przypatruję się swoim własnym, powyginanym nogom.
- Ej, a wstać byście umiały? - pytam pełna powagi, jakbym rzeczywiście oczekiwała odpowiedzi na tak skomplikowane i ważne pytanie...

* tu ściany nie mają uszu, za to masz wrażenie, że mikrofon nabija się z ciebie, a słuchawki tylko czekają aby zacisnąć się wokół mojej szyi*

- I... I can... can't... - rozłożyłem bezradnie ręce. Czemu dziś wszystko się wali? Nie potrafię wydobyć z siebie kilku słów.
- I can't believe, I had to see. The girl of my dreams cheating on me! Na cudze kakao, Sykes czy to takie trudne?! Sam to przecież napisałeś!
- Ja.. ja.. Sam nie wiem co dzisiaj ze mną jest - przyznałem szeptem. Wiedziałem, a przynajmniej znałem pośrednią przyczynę. Spojrzałem bezradnie w stronę Clary, ona jedyna wiedziała co tak naprawdę przeżywam. Znamy się praktycznie od piaskownicy, nie mamy przed sobą tajemnic.
Popatrzyła na mnie pełnym współczucia wzrokiem... Nie ważne jak bardzo próbowałem zapomnieć, zielonooka cały czas pozostawała w mojej głowie, ale w sercu nie było już dla niej miejsca. Przynajmniej tak twierdziła głowa...
- Nathan, jak ty sobie wyobrażasz piątkową trasę? - padło pytanie. Wzruszyłem ramionami.
- To nie jest odpowiedź - kontynuował głos. Na kilka sekund kąciki moich ust uniosły się w górę, pod spuszczoną głową. Cóż za hipokryzja, sam wczoraj też tak twierdziłem.

* skromny pokoik na piętrze *

Jednak wstały cóż za ulga. Hmn... teraz trzeba tylko zdecydować co dalej. Należałoby porozmawiać z Pheni - to na pewno, ale.. Zawsze zdążę to zrobić później, prawda? W pośpiechu otwieram największą walizkę? Biorę pierwsze rzeczy z góry i szybko się w nie przebieram. Rzut okiem w lustro? Katastrofa. I lipa, chwytam kardiganek i zbiegam na dół. Nawet nie wiem kiedy znajduję się na głównej ulicy Londynu... Wiruję między ludźmi, wdycham spalinowe powietrze i szczerze się do wystaw sklepowych. Oddycham, żyję, po raz pierwszy od dawna czuję, że nie chcę aby moje życie się skończyło - nigdy. Chcę by te kilka minut trwało wiecznie...

* moje kochane studio..., długo będę tu jeszcze siedział?*

- I know I'm running for a warzone.. warzone.. warzone... - cisza.
- Skończyliśmy, wreszcie!
- Vivat, Nathan - śmiał się Seev.
- Dobra, na dziś koniec - zza szyby dobiegło nas upragnione zdanie. Wybiegłem z małego pomieszczenia i w euforii chwyciłem dziewczynę w ramiona. Udało mi się, byłem wykończony psychicznie, ale w sumie zadowolony..
- Ej, ej! Spokój mi tu - Max. Tak, bo ty to jesteś święty.
- To, co? Wracamy do domu? - spytałem.
- Boo... - zaczął się wymigiwać Parker, wskazując przy tym podbrudkiem na rozmawiającego przez komórkę Sivę. No kto mógł być po drugiej stronie aparatu? Oczywiście Nar.
- Ty też? - Tom uśmiechnął się przepraszająco. O co mu chodzi? Wszyscy wydawali się tacy dziwni... No przecież nie muszą mnie prosić o zgodę na spotkania ze swoimi znajomymi. Czerwieniejące poliki Clary wszystko mi wyjaśniły. No, tak. Człowiek nie może wyjść załatwić swoich potrzeb fizjologicznych, bo w tym samym czasie jego najlepsza kumpela wygada chłopakom z jego zespołu, że zastał swoją dziewczynę w łóżku z innym. Też macie takie problemy?
- Nie ma sprawy - uśmiechnąłem się. - To do zobaczenia wieczorem.

* "Życie jest piękne, gdy  żyć się umie, gdy jedno serce drugie zrozumie", zatłoczone ulice stolicy Królestwa Brytyjskiego*

"A ja leżę i leżę i nikomu nie wierzę" w głowie zahuczała mi stara piosenka z czasów dzieciństwa. Jak jakieś ciekawskie dziecko obchodziłam wystawy, różne zakamarki, boczne uliczki.. Mój wzrok przykuła wystawa sklepowa, a raczej odbijająca się w jej szybie postać. Miała moje włosy, sylwetkę, strój, ale.. na jej polikach widoczny był rumieniec wywołany zgrzaniem i.. jej oczy tak jakby rozpogodziły się? Choć nadal pozostawały matowe. To ja? Zmarszczyłam czoło, by po chwili wybuchnąć śmiechem. "Dziewczyno, ty masz w tej chwili większy problem" - powiedziałam do siebie w myślach. Gdzieś daleko zegar zaczął odliczać dwadzieścia uderzeń.. Wypadałoby wracać. Tylko, w którą stronę? Moja sytuacja stała się tak żałosna, że aż śmieszna. Puknęłam się w czoło. A gdzie ja w ogóle mieszkam? Gdyby ktoś zapytał mnie o widok zza okna, opowiedziałabym z pełnymi szczegółami o czerwonej cegle, która gdzie nie gdzie była pokryta odpadającym już ze starości tynkiem, ale adres?
Korzystając z resztek poczucia humoru, jakie mi jeszcze zostały, złapałam za przedramię jakiegoś przechodnia.
- Przepraszam, wiesz może gdzie mieszkam? - zapytałam z rozbrajającą szczerością.

piątek, 12 lipca 2013

To nie tak miało wyglądać... #Dział 3)

- Jestem Nath.
- A nie Fridge? - zacząłem się niepohamowanie śmiać. Ona tylko spojrzała na mnie z dezorientacją, ale nic już nie mówiła. Oparłem się o framugę drzwi.
- Podsłuchiwałaś? - spytałem unosząc brew i zamykając za sobą drzwi. Nic, cisza...
- Wiesz.. Nie wiem, ale chyba wypadało by się przedstawić. Od tak taki głupi pomysł - kontynuowałem. Nic - Mówić po nasza? Helllo, być tam kto? Ziemia do.... Do... Kurcze, nawet nie wiem do kogo! Dobra, powiedziałem babci, że spróbuję się z tobą dogadać, ale to trudniejsze niż myślałem. Zwłaszcza, że miałaś być ośmiolatką, ale to w tej chwili nieistotne - usiadłem po drugiej stronie łóżka. - Jak tu cicho. Czasem dobrze posiedzieć w spokoju, z dala od tego gwaru i krzyku. Taaaa... błoga cisza. Nie sądzisz? Ehmn.. Czyli będę prowadził monolog, tak? Z drugiej strony to dobrze, wreszcie porozmawiam z kimś na równym poziomie intelektualnym. Nie łatwo znaleźć sobie tak doborowe towarzystwo - pokręciłem się nerwowo w miejscu. Kończą mi się tematy powoli. Hmn.. I nagle dostałem olśnienia. - Genialne te firanki, nie? Po prostu pięknie akompaniują się z zewnętrzną harmonią i ładem tego pokoju. Można odczuć wrażenie, że... - i nagle dostałem poduszką w twarz. - Ej, a to za co? - spytałem z udawanym zdziwieniem. Cisza... Powoli mam już jej dość. Tępo wgapiałem się w dziewczynę, aż w końcu oplotła się rękami. Hah, moje palące spojrzenie.
- Dobra mam genialny pomysł! Może opowiem ci coś o sobie? - nie dawałem za wygraną - A , więc około dwudziestu lat temu, pewna pani z pewnym panem bardzo się lubiła, a jak ludzie się bardzo, ale to bardzo lubią to w sprzyjających okolicznościach dochodzi między nimi do pewnego rodzaju.. - druga poduszka odbiła się od mojej twarzy. - No, ej! Jaki ty masz problem? - spytałem z udawaną irytacją. 
Wzruszyła ramionami.
- To nie jest odpowiedź! - przybrałem głos karcącej matki.
- Będziesz mnie teraz wychowywał? - ona mówi po angielsku. Łał.
- A będę - odparłem pewien siebie. Teatralnie zwiesiła głowę, kryjąc śmiech.
- Tooo, skoro już dowiedzieliśmy się, że twoje struny głosowe pracują...
- Wykrztusisz w końcu?
- Teraz się rozgadana zrobiłaś? - odparłem ze śmiechem. Cisza, chyba uznała to za pytanie retoryczne. Po pewnym czasie podniosła na mnie pytające spojrzenie.. A, no tak.
- Jak masz na imię? - spytałem. Popatrzyła na mnie jakbym co najmniej zniósł w tej chwili jajko. -  No co? - zmarszczyła czoło.
- K..k.. Mów mi Kayla - nadal obdarowywała mnie tym dziwnym spojrzeniem. Odchrząknąłem.
- Nath - wyciągnąłem ku niej dłoń. Chwyciła ją, jej spojrzenie znów przybrało formę pytania. - Sykes, Nathan Sykes - dodałem.
- Okej, ale... - w ciszy czekałem na dalszą część. Pewnie fanka, albo szuka w pamięci mojego nazwiska czy coś -, ale czemu nie Fridge? - zaśmiałem się na całe gardło. Nie, no. Ta dziewczyna mnie po prostu rozbraja. Pyta o takie rzeczy, z takim wyrazem twarzy, że po prostu.. heh...
- Czemu się śmiejesz? - między jej brwiami pojawiła się zmarszczka, a usta delikatnie rozchyliły się wyrażając kompletną dezorientację. Próbowałem się uspokoić.
- Nie jesteś Brytyjką? - spytałem, choć dobrze znałem odpowiedź.
- Nie, ale czemu...
- Po pierwsze nie Fridge tylko Fringe - przerwałem jej. - Babcia mnie tak nazywa, ze względu na włosy - wzruszyłem ramionami.
- Ładny kolorek - dopowiedziałem patrząc na jej zarumienioną twarz. - Pomidorek czy buraczek? - ukazałem zęby w uśmiechu.
- Psychopata czy Joker?  - odparła pytaniem na pytanie. Nie od razu zrozumiałem o co jej chodzi.
- I tak wychodzi na to samo - odciąłem się.
Znowu zapadła cisza.
- Toooo... Idziemy na dół? - spytałem. Pokręciła przecząco głową.
- Młoda damo to nie jest odpowiedź! - moje słowa nie natrafiły na przedmiot, od którego mogłyby się odbić. Pozostały bez echa. Opadłem z powrotem w nogi łóżka. Obróciłem głowę i spojrzałem na nią. Nagle przez głowę przeszła mi pewna myśl.
- A tak właściwie to skąd ty się wzięłaś? - spytałem. Na początku wydała się odrobinę zmieszana, lecz po chwili jej oczy rozbłysły nieznanym mi światłem.
- Wiesz, - odparła bardzo spokojnie i wyraźnie, jakby tłumaczyła coś małemu dziecku - kiedy pewna pani, z pewnym panem, bardzo się lubi... - przerwałem jej odrzucając w jej stronę jedną z poduszek. Chwyciła ją i popatrzyła na mnie karcący wzrokiem. Przez chwilę mierzyliśmy się spojrzeniami, po czym wybuchnęliśmy śmiechem.
- Ej, a właściwie jak to jest? - spytała przerywając w ten sposób nasz "atak histerii".
- Co jest? - spytałem zbity z pantałyku.
- No, jak? Pewna pani, z pewnym panem.. i co dalej? - dopytywała. Wytrzeszczyłem na nią oczy.
- Nie wiesz? - nie mogłem wyjść z szoku.
- Na filmach w tym momencie się kończy - wzruszyła ramionami i nagle ściana obok wydała jej się bardzo interesująca, gdyż nie chciała z niej spuścić wzroku.
- Ale...
- Ogólnie wiem! - teraz zdała sobie sens, a raczej cel mojej wcześniejszej wypowiedzi. - Tak, tej wersji jestem ciekawa...- znowu powróciła do dzieła murarza.
- Aaaaa - zaplotłem ręce z tyłu głowy i wpatrywałem się chwilę w sufit zbierając myśli, gdy nagle mnie olśniło. - Nigdy o to nie pytałaś? No, wiesz jak byłaś młodsza.
Pokręciła przecząco głową.
- Jakoś nigdy nie było okazji - odparła wymijająco. Postanowiłem nie zagłębiać się jeszcze bardziej w ten temat i na jakiś czas go zostawić. Głośno nabrałem powietrza do płuc.
- Kiedy pewna pani, z pewnym panem bardzo się lubi, w sprzyjających okolicznościach, dochodzi między nimi do... - zaciąłem się. Nie wiedziałem co dalej. Spojrzała na mnie wyczekująco - Cholera, nie wiem.. - zamyśliłem się - .. idą do łóżka. Amen - skończyłem na prędce.
Do moich uszy dotarł jej cichy chichot.
- No, co? - przeniosłem na nią wzrok z sufitu.
- Nic, pięknie wyjaśniłeś - odparła.
- Jesteś już dużą dziewczynką, powinnaś wiedzieć takie rzeczy - wyszczerzyłem zęby w uśmiechu, tylko po to aby dostać w nie kolejną stertą pierza. Ile tego tu jest?!
- Według niektórych ośmioletnią - sprostowała. Czułem, że ta riposta kierowana jest do mnie i nie tylko dlatego, że byłem tu oprócz jej jedyną istotą żywą.
- Każdy może się pomylić - odparłem z uśmiechem.
- Tak, każdy... - przytaknęła, a z jej twarzy można było wyczytać, że oddaliła się już w świat swoich własnych rozmyślań.
Z moich obserwacji wyrwało mnie ciche stuknięcie do drzwi. Po chwili drewno uchyliło się ukazując za sobą fragment twarzy mojej babuni.
- Nathy, zejdziesz na dół? Tak rzadko mamy możliwość spędzanie razem czasu... - uśmiechnąłem się pod nosem.
- Zaraz zejdę - drzwi zamknęły się, po czym dało się słyszeć ciężkie kroki na schodach. Coraz słabsze odgłosy w końcu ucichły.
- Zejdziesz? - ponowiłem pytanie - Kayl? - nie reagowała. Położyłem rękę na jej kolanie. Przeniosła na mnie spojrzenie. Oczami wskazałem jej drzwi i uniosłem pytająco brwi.
- Innym razem - słowa te wydobyły się z jej ust. Westchnąłem.
- Spróbujcie się dogadać, co? - popatrzyłem na nią wyczekująco.
- Ja.. chyba nie umiem - odparła.
- Jakoś ze mną ci się udało - na jej twarzy pojawił się nikły uśmiech.
- Jesteś wyjątkowo wkurzający, gdy się rozgadasz - dodała po chwili. Na co poszerzyłem uśmiech i wypuściłem powietrze nosem w delikatnym prychnięciu. No, co? Ma dziewczyna rację.
- To... trzymaj się, Mała - wstałem z łóżka i podszedłem do drzwi.
Ciche "pa" wydobyło się z jej ust. Chwyciłem za klamkę. Ostatni raz rzuciłem wzrokiem w jej stronę, jednak źrenicę Kayli były już w innym świecie, zapatrzonę w stertę czerwonych kamieni, oblanych tynkiem i pomalowanych, schodzącą już gdzie nie gdzie, brudną żółtą farbą.
Westchnąłem. Szczelina, między drzwiami a framugą, poszerzyła się. 

poniedziałek, 8 lipca 2013

Nie podsłuchuję, zbieram informacje na swój temat... #Dział 2)

Szybko wyprostowałam się i zatrzasnęłam drzwi pokoju. Zjechałam po ich tafle plecami, usiadłam. Zauważyli mnie? Oby nie... Tak, jeżeli mnie nie zobaczył to z pewnością usłyszeli trzask zamykanych drzwi. Ehmn, to się nazywa przemyślane działanie. I kto by pomyślał, że właśnie z jakieś pół godziny temu byłam gotowa zejść do tej staruszki i zacząć wszystko od "nowa". Teraz znów kulenie się na łóżku było najodpowiedniejszą formą czekania na śmierć. Nie mogłam przestać myśleć o słowach Pheni: "mój, mały, kochany wnuczek". Coś mnie gnębi od środka... Czyżby to zazdrości? Nie. Jej głos wypełniony doszczętnie słodyczą, to w jaki sposób nie wypuszczała gościa z objęć. Ta jej radość udzieliła mi się troszkę. Na prawdę cieszyłam się podglądając obrazek, który wcześniej obserwowałam w szklanym ekranie, antykorupcyjnej telewizji. Właśnie miałam się przenieść z powrotem na materac, kiedy naszła mnie pewna myśl: "Właściwie co mi szkodzi?". Musiałam się dowiedzieć czy ktoś zauważył... Ponownie zamieniłam się w żółwia ninja i otworzyłam drzwi. Odkąd pamiętam lubiłam wcielać się w inne osoby, grać na wyimaginowanej scenie życia.
- No, mów co tam u ciebie? Jak było w wielkim świecie? - zatrzymałam się w połowie drogi na schodach, słysząc te słowa.
- A dobrze... Nawet - odparł jakiś męski głos. Chwilę jeszcze przysłuchiwałam się tym gruchotaniom, słowa typu "jak ja za tobą bardzo tęskniłam", "cieszę się, że wróciłeś"... W końcu oczy zaszły mi łzami, nie mogłam się rozpłakać. Dać powietrzu tej satysfakcji. Po cichu wycofałam się do pokoju, zamknęłam za sobą drzwi, splotłam nogi na materacu i próbowałam się wyłączyć.

***w tym samym czasie, na dole***

- Babciu, słyszłaś coś? - spytałem nie pewnie.
- Co masz na myśli?
- Nooo, nie wiem. Może mi się przesłyszało - starałem się szybko zmienić temat.
- A, to na pewno Nathaniel, znowu chałasuje.
- Nathaniel? - zapytałem, omal nie zakrztuszając się przy tym kawałkiem ciasta.
- Mój kot - odparła sceptycznie, jak nie ona.
- Grandma, czy tobie nie brakuje towarzystwa? - w moim głosie dało się słyszeć troskę. Kot - Nathaniel? Zaczynam się o nią poważnie martwić.
- Co masz na myśli? - zapytała lekko oburzona.
- No, bo... Mieszkasz sama w wielkim domu. Może.... - nabrałem powietrza i dokończyłem na jednym wydechu - ... może/wprowadziłabyś/się/do/mamy/i/Jess?
- Nathan, dobrze wiesz, że nie chcę mieć z nimi nic wspólnego - odparła oschłym tonem. W sumie spodziewałem się takiej odpowiedzi. - A poza tym one mieszkają na drugim końcu Anglii.
- A w tym akurat jaki problem? - spytałem lekko zdezorientowany.
- W tym, że ja mieszkam bliżej ciebie...
- Ale ja mało kiedy jestem w domu, a jak już tu jestem to zawsze przyjeżdżam do Gloucester. 
- Dlaczego tak bardzo starasz się znaleźć mi towarzystwo? Może się do was wprowadzę, przecież macie wolne pokoje i...
- To nie jest najlepszy pomysł. Często wyjeżdżamy, siedziałabyś sama, poza tym mieszkanie z pięcioma chłopakami... Po prostu martwię się o ciebie - usprawiedliwiałem się. Choć sam nie byłem pewien intencji mojej wypowiedzi. To wszystko jakoś tak samo... ze mnie wypłynęło.
- Nie potrzebnie. Mam przyjaciółki i lokatorkę.
- Kogo? - to jednak coś słyszałem.
- Ehmn.. Amy umarła, ona opiekowała się jakąś dziewczyną i tak jakoś się złożyło, że teraz ten obowiązek zszedł na mnie - słuchałem z uwagą.
- Tooo, może by zeszła? - nie rozumiałem, skoro babcia ma wreszcie z kim mieszkać to czemu nic nie mówi? Zwykle o takich newsach dowiadywałem się przez telefon. Nie ważne, na której półkuli byłem.
- Z tym, że ona nie zna angielskiego - moja mina musiała być jednoznaczna, bo postanowiła rozszerzyć swoją wypowiedź. - Ciężko złapać z nią jakikolwiek kontakt.
- Może sprubuję? - spytałem z uśmiechem. Moja babcia ma skłonności do przesadzania. Poza tym jest uprzedzona do wszystkich małych dziewczynek. Chyba nawet ogólnie do dzieci. Nie przypominam sobie, żeby tolerowała kogoś młodego z wyjątkiem mnie i kuzyna. Jaki problem przekonać ośmiolatkę, żeby się uśmiechnęła? Wystarczy ją pocieszyć, przekonać, że Amy jest teraz w lepszym świecie. Żaden problem.
- Jeżeli chcesz, to proszę. Na górze, pierwsze drzwi po prawej.

*** w pokoju***

Zaczęłam się powoli uspokajać. Usta mi zaschły i dobrze, znowu zamknęłam się w swoim cichym świecie. Kiedy ktoś zapukał do drzwi... Po chwili wszedł.
- Nie masz ośmiu lat? -usłyszałam zdziwiony szept. Ooo jejku jakiś geniusz się odezwał. No dobrze, on też nie wygląda jak na zdjęciach.
- Jestem Nath - podał mi dłoń, a na jego ustach wykwitł uśmiech.
- A nie Fridge?! - miałam się nie odzywać, ale szok mi na to nie pozwolił. I tak o to w moim nowym rozdziale życia zostało zapisane pierwsze zdanie. Jego uśmiech poszerzył się dwukrotnie, ledwo tłumił śmiech. Co ja znowu takiego powiedziałam?

























poniedziałek, 24 czerwca 2013

Witam w moim świecie... #Dział 1)

Pokój w kolorach beżu z porysaną, dębową podłogą...
Na lewej ścianie wielkie okno, otoczone zielonymi firankami...
Wyskoczyć?

***1 week before***

- Zebraliśmy się tutaj, aby towarzyszyć naszej siostrze Amy w jej ostatniej drodze. Dziś, spocznie ona na łące Pana. Wraz z innymi będzie cieszyć się chwałą Niebios. Nie zostawia nas jednak samych. Wierzmy, że będzie czuwać nad nami z Okna Pana. Dano jej przeżyć na tej ziemi samotnie osiemdziesiąt sześć wiosen. Mimo braku rodzinny, była bardzo lubiana. Miała bliskich przyjaciół i złote serce. (...) Ufajmy w Panu... - pierwsza grudka ziemi upadła na sosnową trumnę.
Druga... Trzecia... Do ruchu przystąpiły łopaty. W ziemię wetknięto drewniany krzyż - a jednak to prawda. 

***now***

Łzy.. Nie mają sensu. Nie będę płakać. Ludzie przychodzą i odchodzą. Jedni cię oddają, wyrzucają ze swojego życia. Inni umierają w chwili, kiedy zaczynasz wierzyć, że choć trochę im na tobie zależało. Kolej rzeczy. Nic nie jest ci dane raz na zawsze. Nie ma sensu wierzyć w coś czego nie ma.

Z dołu słychać ożywiony głos pani Smiling, a raczej "Pheni" jak ta kazała na siebie mówić. Konwersacja prowadzona jest chyba przez telefon komórkowy.
- Ale mówię ci, jakaś dziwna jest. No, ja rozumiem, że straciła swoją opiekunkę, ale od tygodnia nie rusza się z pokoju. Tak jakby przyrosła na amen do tego łóżka. Siedzi po turecku i nic nie jest wstanie skłonić jej do odwrócenia głowy w moją stronę. Normalnie jak grochem o ścianę.... Myślisz? Że ona nie rozumie po angielsku? Możliwe... Nie, nie wiem skąd pochodzi. To znaczy wiem tyle co z listu od Amy... Ale znałaś ją... Napisała dużo, a w sumie nic. Tak, mi też jej brakuje. A z chodząc na przyjemniejszy temat. Zgadnij kto w raca z Ameryki!!! Nie... nie John... Właściwie kto to? Nie ważne. Fridge, wraca! Jak to nie wiesz kto to? Mój wnuczek! No, mam nadzieje, że wpadnie do swojej bubuni. Mówię ci jak ja się za nim stęskniłam.... Ale nie, nie.. Nadal nie chcę widzieć Karen i tego jej klona. Ale wiesz.. Tak dawno nie widziałam mego skarba...
Przestaję słuchać. Zasłyszane informacje nie mają na mnie wielkiego wpływu. Nic go nie ma. Nie myślę, nie czuję, po prostu siedzę w otępieniu. Wzrokiem chyba wywiercę dziurę w ścianie - gorzko się uśmiecham ku samej sobie.

***2 days next***

Od niepamiętnego czasu udało mi się zasnąć w spokoju. Sen trochę poukładał mi w głowie, jednak nie trwał zbyt długo. Obudziły mnie odgłosy krzątaniny z parteru. Ciekawość wzięła nade mną górę. W końcu świat może stanąć na głowie, ale trzeba zrobić wszystko żeby przystosować się do nowych kierunków, wtedy wszystko wróci do normy... Po prostu trzeba żyć. 
Nie namyślając się długo, wyprostowałam ścierpnięte nogi. Zasnęłam na siedząco - zdarza się. Popatrzyłam na trzy duże walizki stojące pod ścianą  i mały, szary plecak - mój dobytek. Ehmn.. całe moje życie to walizki. Nie ma sensu się wypakowywać. I tak znając życie długo tu nie zabawię. Kiedyś obwiniałam innych: rodziców, babcie, Julien'a, opiekunki, przytułek... Obwiniałam ich wszystkich za to, że nie zadali sobie trudu by mnie poznać, że woleli oddać, kiedy chcieli lub gdy coś nie szło po ich myśli. Teraz sądzę, że problem tkwi we mnie. To ja nie daję się poznać. Ale w sumie... Jeżeli raz zaufałam za szybko i potem... To chyba nie dziw, że teraz uważam? Znowu to robię, usprawiedliwiam się. Prawda taka, że gdyby wszystko było ze mną w porządku ludzie nie odchodziliby tak szybko. Moja wina. Tylko moja... Polubiłam Amy, może dlatego, że mi zaufała. Uciekłam spod poprzedniej "opiekunki" -  długa, nudna historia. A ona od razu, jeszcze w drzwiach podała mi klucze od mieszkania, zapytała gdzie chcę spać, powiedziała gdzie trzyma pieniądze na drobne wydatki... Nigdy mnie nie sprawdzała, nie prosiła, żebym do niej przyszła, nie sprowadzała do domu nowych osób - wiedząc, że poczuję się nie swojo.. Ciągle mówiła o sobie. Nie zadawała niepotrzebnych pytań, nie wydawała sugestii - opinii. Gdy ktoś się jej o mnie spytał, odpowiadała, że każdy człowiek jest inny, ale jedna rzecz ich łączy - każdego trzeba poznać. Dokładnie pamiętam te słowa jak i jej wiecznie uśmiechniętą twarz oraz wyraz zawiedzenia w jej oczach kiedy znalazła mnie zmarzniętą na ławce w parku - kiedy uciekłam od niej. Szanowałam ją, mimo że przez pół roku mieszkania z nią nie wypowiedziałam w jej kierunku zbyt wielu słów. Nie kazała mi chodzić do szkoły - sama załatwiła podręczniki. A ja? Musiałam wyzbyć się hiszpańsko-francusko-amerykańskiego akcentu ku chwale brytyjskiego. Ludzie na ulicy nie zauważają różnicy. Poza moją dziwną karnacją. No bądźmy szczerzy, do ładnych to ja nie należę.
Uśmiecham się pod nosem. Proszę jak poprzeskakiwałam tematy.
- Amy, te extrano - wyszeptałam. I kiedy wreszcie poczułam, że znalazłam miejsce, do którego mogę wracać; człowieka, któremu na mnie choć trochę zależało; osobę, która nie przelękła się skorupy, lecz starała się zajrzeć głębiej... Ty, odeszłaś... - Requiescant in pace, Amy. Amen.
Tymi słowami zamyka się kolejny rozdział w moim życiu. Chyba czas otworzyć następny.


*****

Omiotłam wzrokiem swoje odbicie w lustrze. No, tak: nic ująć, wszystko dodać. Otworzyłam jedną z moich szaf na kółkach (walizka) i zniknęłam w łazience. Po wyjściu ubrałam pierwsze z brzegu jeansy i workowaty biały sweter - za duży na mnie o dwa rozmiary; grube, wełniane skarpety, włosy przerzucone na lewe ramię w luźnej kitce. Czyli strój pod tytułem: siedzenie na łóżku - kontynuacja. Właśnie kierowałam się w stronę "mojego" (widzicie tą aluzję? To tak jakby nazywać hotel mieszkaniem.) pokoju, gdy znów usłyszałam hałasy, dobiegające z dołu. Po cichu zeszłam ze schodów. Przycupnęłam na ostatnim z nich. W chwili odwagi wyciągnęłam szyję za kant ściany. Salon. Trzy niebieskie baloniki, na stole ciastka w różnorakie kształty - trudno było określić z tak dużej odległości, gorąca czekolada na stole. Naraz zaburczało mi w brzuchu. "Oj, cicho siedź" - skarciłam w myślach część mojego ciała. I tak nigdy go nie lubiłam. Co tam jeszcze? Pełno zdjęć: na ścianach, na szafkach, komodzie, stole. Na wszystkich była chyba ta sama osoba - chłopiec w wieku koło 10 lat (przynajmniej na tym najbliższym). Babka ma niezłą obsesję... A może to właśnie jest rodzinna miłość? Eee tam. Obsesja, ale w zabawny sposób. Naraz usłyszałam kroki. Automatycznie wyprostowałam się jak struna. Wstrzymałam powietrze. Trzy, dwa, jeden... Ucichły, a głos nucący jakąś melodię pomaszerował w stronę łazienki. Gdzieś już słyszałam tę melodię... Ale ogólnie dużo słucham. Powróciłam do mojej "pozycji obserwującej". Na stole pojawił się jakiś duży placek - mini tort, z napisem "Welcome my Fridge ♥". Fridge... yhmn to jakieś imię? Czasami dołuje mnie to, że gubię znaczenia niektórych słów angielskich. Ech, mniejsza. Po co mi to wiedzieć? Właśnie kierowałam się do pokoju, gdy coś otarło mi się o łydki i głośno miauknęło. Naraz rozbrzmiał głos:
- Nathanielu, gdzie jesteś?
- Mały zdrajca - syknęłam do zwierzaka, który coraz głośniej wydawał z siebie dźwięki. Lubię koty, ale z tymi jest coś nie tak. Próbując jak najdalej oddalić się się od czworonogiego kapusia, wbiegłam na górę i zamknęłam za sobą drzwi. A ten uparty pod drzwiami. No, nie! Wyszkoliła go czy co? A może on tak sam? Dziwny... W ten rozległ się dzwonek. Usłyszałam bieg w ich stronę, po czym rozległy się wesołe krzyki powitania. Uśmiechnęłam się smutno. Musiałam, chciałam zobaczyć to przywitanie. Raz widzieć coś takiego poza szklanym ekranem.Uchyliłam drzwi i wychyliłam głowę...
- Fridge, mój mały, mały, kochany wnuczek - krzyczała. Oczy rozjaśniły mi się, kryjąc radość.
Wyciągnęłam głowę jeszcze raz. Zbaraniałam. Fridge? Na zdjęciach miał koło 10 lat, a na dole "duszony" przez objęcia pani Smiling, stał chłopak mający, na oko, z jakieś 1,80 wzrostu, głowę zasłaniała mu olbrzymia czapka. W ten podniósł wzrok - cholera.


Niby przepisuję te działy trochę je odnawiając, ale to takie niezręczne. No, bo jak to pisałam, wymyślałam wszystko, a teraz te fakty. I np.: Info o Nathanie ze stron typu ciacha.pl. Kto to w ogóle pisze? Albo: Spis lasek, z którymi spał Georgia. No, rozumiem, że każdy jest inny, ale z takich opisów to... Ehmn, jednak to prawda: "Twoja gwiazda jest idealna, póki oceniasz ją tylko ze względu na twórczość. Im więcej o niej się dowiadujesz, tym bardziej się oddalasz. Aż w końcu nie potrafisz spojrzeć obiektywnie. Niezręcznie." Ludzie odchodzą, gdy za dużo wiedzą i nikt nie potrafi im zaprzeczyć, że to co w jakiś sposób do nich dotarło jest nieprawdą. 
Człowiek błąka się w swoich wyobrażeniach.

czwartek, 20 czerwca 2013

To nigdy nie jest takie proste... #Prolog

Wdech, wydech, wdech, wydech, akhmn, ehkmn... Jeszcze raz: wdech, wydech, wdech, wydech... 
Życie powinno być proste jak oddychanie. Jakoś tego nie widzę..
Marzenia to ulotne ptaki naszego dzieciństwa,
marząc zapominasz o tym co złe,
tworzysz nowy świat pełen dobroci i wiary,
zmieniasz chwilę,
wypełniasz ją.
Potrzebujesz marzeń,
bo bez nich jesteś niczym.
Tylko dlaczego nie doceniasz,
gdy same zaczynają się spełniać?

*****

-Jak to? Georgia nie miała rodziny! Byłam jej jedyną przyjaciółką.... Jak ona mogła?
- Proszę, pani Smiling, spokojnie. Ten  testament to tylko formalność. Zawsze możemy...
- To pan nic nie rozumie! Jest pan prawnikiem. Za co ja panu płacę?!
- Spokojnie, robię wszystko co w mojej mocy. Ale pani Okhla'm napisała wyraźnie, że cały swój dobytek, czyli dom w Nottingham oraz oszczędności zapisuje na swoją poodopieczną.
- Ale ona nie  jest z nią nawet spokrewniona!
- Spokojnie. Jest niepełnoletnia i dopiero od niespełna roku posiada obywatelstwo brytyjskie. Poza tym wolą zmarłej było, aby to pani zaopiekowała się małoletnią po śmierci opiekunki. 
- Ale...?
- Co za tym idzie pieniądze z konta zostaną przelane na pani konto w celu utrzymania dziewczyny, którą będzie pani zmuszona przyjąć pod swój dach. Natomiast dom przejmie bank oraz hrabstwo, gdyż osoba, której go zapisano nie może go przyjąć.
- Nie mam wyjścia?
- To jedyne sensowne wyjście z tej sytuacji. Oczywiście może pani również pozostawić sprawę testamentu nienaruszoną...
- Nie, bądź co bądź Amy była moją przyjaciółką. Co prawda dość zwariowaną.... Spełnię jej ostatnią wolę.
- Świetnie, to wystarczy teraz udać się do urzędu i przemeldować młodą damę.
- Aaaa, władza rodzicielska?
- Ehmn ma niespełna siedemnaście lat. Długo u pani nie zabawi, nie ma sensu ciągnąć tej kwestii.
- Acha, cóż dziękuję bardzo.
- Nie mamy o czym mówić. Do zobaczenia.
- Do widzenia.
- A i panno Smiling! Moje najszczersze kondolencje.
- Dziękuję.


*****

- To tutaj, twój nowy dom. Zajmiesz pokój na piętrze po prawej stronie. Obok jest łazienka. Pozostałe pokoje są zamknięte. Na dole kuchnia, salon, a na końcu korytarza mój zakątek. Przychodź jeżeli byś czegoś potrzebowała.... To... na tyle...


środa, 19 czerwca 2013

O nich mowa się toczy... (heroes)

No me digas que un día será el fin...  

Nie mów mi, że pewnego dnia będzie koniec...

 


Jesteśmy tym czym jesteśmy. Człowiek to nie worek na organy, na człowieka składają się elementy jego życia. Uważaj abyś nie wybruzgał jego serca.

Nigdy nie wiesz co tak naprawdę kryje pod sobą ciało...

 

Świadomość, że coś straciłeś, boli bardziej niż myśl, że nigdy nie było ci to dane.


Kayla Santiago
(Katherina Maryja Moncasta)
ur. 21 marca - lat 17


Kiedy bili po twarzy, marzyłem by oddać, lecz gdy znalazłem się nad nimi, pragnąłem podać im dłoń. Otrzeć łzy. Najgorsze co w życiu może się zdarzyć to myśl, że czyjeś życie stało się koszmarem za twoją pomocą, że to ty je zniszczyłeś.



Nathan James Sykes
(BabyNath)
ur. 18 kwietnia - lat 19



I'd erase my thoughts
If only I knew how-
Wymazałbym moje myśli
Gdybym tylko wiedział jak...

W mojej głowie mieszczą się dwa światy, dwie sprzeczne filozofie, dwoje różnych chłopaków... Nie daję rady. Chciałbym znaleźć tego prawdziwego siebie i być nim... 
Ale nie chcę tracić drugiego... 
#ironia






Liczy się pierwsze 10 sekund... Tyle posiadasz czasu na zabłyśnięcie. W tym czasie człowiek ocenia cię i nadaję rolę. Tobie pozostaje już tylko grać w jego sztuce.



Thomas Anthony Parker
(TomTom)
ur. 4 sierpnia - lat 24

Całe życie marzysz by robić to co kochasz, wyobrażasz sobie co będzie jak już tego dokonasz - jak bardzo będziesz się starać. Jednak, gdy marzenia stają się rzeczywistością, robisz wszystko by je spieprzyć. Twoje życie nie może być idealne, bo przecież jest twoje.


Maximillian Alberto George
(Max)
ur. 6 września - lat 24

Bieg, leć, skok, unik, gleba... Nie patrz, nie oczepuj się. Wstań, bieg, unik, skok... Kurz potrzebny. Po co czyścić się za każdym razem? Przecież dobrze wiesz, że zawsze upadniesz.


Siva Kaneswaran
(Seev)
ur. 16 listopada - lat 24

Znalazłem nowe hobby. Jest nim odkrywanie ciebie. To zajęcie nigdy się nie zazna końca, bo nie ważne ile bym już części  odnalazł, ty i tak je zmienisz lub zatuszujesz.

 James McGuiness
(Jay)
ur. 24 lipca - lat 22

Jesteśmy obywatelami świata...


 

 

 

  ... dupą uziemionymi
w Londynie


















Nigdy nie wiesz co tak naprawdę wpłynęło na jego osobowość...

 


Scooter Braun - główny menager 

"Wielu pragnęło by przez ułamek sekundy zająć jego miejsce.
Jest maszyną pchającą innych na szczyt.
Pragnie mieć wszystko pod kontrolą.
Daje jednak możliwość wykazania się innym"
Mój świat, moje kredki.
Możesz pomóc mi malować.
Ale tylko według mojej kolorowanki.




Nano Tissera - day to day menager

"Przed pojawieniem się szatynki, prawa ręka Brauna. W 100% opiekun The Wanted.
Teraz został przeniesiony do wytwórni płytowej. Z chłopcami współpracuje podczas większych tras koncertowych oraz przy nagrywaniu nowego materiału. Mimo zepchnięcia z areny, nie czuje żalu. Odpoczywa? "
Nie ważne co, liczy się jak.



Kevin ..... Mów mi BigKev - niańka???

"Sam nie wie, na czym dokładnie polega jego praca?
Podwozi, pilnuje, szykuje, opiekuje, chroni TW.
Chyba za to mu płacą.."
Praca, którą wykonujesz będąc sobą
to najlepszy zarobek.
To tak jakby ktoś płacił ci za to, że oddychasz!

Czy chciałem mieć rodzinę? Jak dużą?
Nie wiem.
Ale los obdarzył mnie pięcioma chłopcami
w wieku teoretycznie dojrzałym.
Nie oddam.   



Wciągnięci w wir tej historii - bez nich powyżsi nie byli by tymi kim są...

 

 

  Sabina Moncasta

"Urodziła się na Korsyce. W wieku 16 lat wraz z przyjaciółmi pojechała do Madrytu - nie wróciła. Znalazła tam w swoim mniemaniu wielką, nocną miłość. Pojedyncza przygoda skończyła się przyjściem na świat Katheriny.
Młoda i piękna, szybko znalazła sobie kolejnego adoratora. Wysyłając niemowlę z kartką do matki. Zamieszkała z nową sympatią w Barcelonie. Po miesiącu otrzymała list od swojej matki, iż ta nie przyjęła dziecka. Los córki był jej nieznany... Parę miesięcy temu, z tylko sobie znanych przyczyn, zaczęła poszukiwać swojej pierworodnej."





Phill Perkoli

"10 - letni chłopiec, znający Barcelonę jak własną kieszeń. Syn Sabiny. Bardzo rezolutny i śmiały jak na swój wiek. Często wykorzystywany przez swoją matkę w "badaniu opinii publicznej". Powszechnie lubiany przez rówieśników. Szanowany... Jest synem jednego z bardziej wpływowych biznesmenów Hiszpanii."



Director X - Julien Christian Lutz

" Mieszka w Kanadzie. Obecnie jest znawcą mody oraz reżyserem teledysków. W swojej branży rozpoznawalny na kilometr. 
To właśnie do jego domu kilka lat wcześniej trafiła dziesięcioletnie dziewczynka. Jego rodzice zaadoptowali ją. Wraz z nią podzielał pasję do technicznej strony muzyki. Mimo sporej różnicy wieku. Gdy jego rodzice ulegli wypadkowi, kazał jej odejść skąd przyszła. Nie mógł utrzymywać dwóch osób. Wyrzucił wówczas 13-latkę na próg. Dalszych losów nie znał. Kochał ją jak siostrę jednak nie mógł z nią żyć. Przyczynił się do jej braku wiary w ludzi. Po czterech latach spotkał ją na planie teledysku do piosenki "Glad you came".




 Phenelopa (Pheni - Fini) Smiling

"Babcia Nathan'a za swojego wnuka oddałaby wiele...
Zakochana w nim po uszy, darzy go ogromną miłością. 
Niestety tylko jego. Nie utrzymuje kontaktu z resztą rodziny.
Karen (matka Nathan'a) również nie chce mieć z nią nic wspólnego oraz stara się odizolować swoją córką od, według jej mniemania, "zwariowanej staruszki".











 Andy Saidhow

"Kuzyn Nathan'a a zarazem jego najlepszy przyjaciel. Mimo młodego wieku chłopaka to właśnie z nim Sykes dogaduje się najlepiej. Nath zazdrości mu jednego - szczerej otwartości do właściwych ludzi."







 Harry

"Są rzeczy, o których nie potrafimy powiedzieć nikomu, ale zawsze powinniśmy mieć komu się wyżalić. Niekiedy są oni naszą prawdziwą rodziną. Harry pies Nathan'a  i Jess, a zarazem powierzyciel sekretów 19-nastolatka.













Jessica Sykes

" Jest miła i sympatyczna. Kocha swego brata i jest z niego dumna. Kiedyś przykuwała ludzi swoją otwartością i poczuciem humoru. Teraz często natrafia w swoim życiu na fałszywych znajomych, których głównym celem jest znajomość z jej sławnym bratem. Chcąc nie chcąc sama zaczęła wykorzystywać swoją sytuacje rodzinną. Już sama nie wie kim jest. Jest strasznie zaborcza. Prócz Patricii nie widzi kandydatki dla swego brata."

Patricia Eleonor Sun

" I can't believe I had to see
The girl of my dreams cheating on me
The pain you caused has left me dead inside... - 

to właśnie dla niej, a raczej o niej powstała ta piosenka. Dziewczyna była pierwszą poważną miłością Nathan'a. To z nią przeżył swój pierwszy raz, to z nią wiązał poważne życiowe plany i to ona zdradziła go pewnego dnia i sprawiła, że jego świat runął w gruzach. Szybko zrozumiała swój błąd i starała się odzyskać miłość i zaufanie chłopaka, jednak bez skutku. Po usłyszeniu piosenki "Warzone" zaprzestała kolejnych prób ratowania związku..."





Karen Sykes

"Wierna przyjaciółka swoich dzieci (Nathan & Jess). Zawsze otwarta na innych i nowe poglądy. Nie zbyt dogaduje się ze swoją matką. Rzadko nadarza jej się sytuacja do spotkań z synem, więc jeżeli już do nich dochodzi, wykorzystuje je w 100%. Jest łamaczem lodów przy pierwszych spotkaniach z nowymi ludźmi."








Molly Corty

"Jeżeli Jessica miałaby siostrę bliźniaczkę z pewnością byłaby to ona. Dziewczyny znają się od małego. Ich relację podobne są do głuchego telefonu, gdy jedna coś usłyszy zaraz przekazuje to drugiej. Molly wywiera wielki wpływ na blondynkę..."





Brandon Beers

"Obiekt westchnień Molly & Jess. Chłopak stara się za wszelką cenę wkręcić do świata show biznesu. Idealny przykład powiedzenia, że "uroda i charakter nie chodzą parami".













 
Nicola Dejarevso

"Pochodzi z południowej Francji. Jednak wyjechała do Londynu, w celu rozkręcenia swojej kariery. Uczy się w szkole menagersko-artystycznej. Na początku ukierunkowana na modeling, teraz rzuca się na każdą wolną posadę."






 
Taylor Mocca

"Pracuje w "Morning Cafeee" w Londynie. Nie należy do najmilszych osób. Swoją pyskatość nadrabia urodą. Świetna manipulantka. Gotowa poświęcić wiele aby osiągnąć swój cel. Nie posiada własnej drogi, dlatego utrudnia ją innym."





  Clara Heartbeat

"Przyjaciółka Natha. Jak sam ją określa - jedyna, prawdziwa. Jest jedną z nielicznych osób w jego pokoleniu, z którą może zawsze porozmawiać. Nie patrząc na porę dnia i nocy - ona zawsze jest pod telefonem. Clara studiuje dziennikarstwo. Jest ambitna, ale jak przystało na pisarkę - koloryzuje to co widzi. Kiedyś zajmowała się kręceniem #TWWednesday, ale porzuciła to dla studii. Żałuje tej decyzji. To ona pomogła Nath'owi pozbierać się po zdradzie Patricii.Od tego czasu zaczęła czuć do niego coś więcej niż zwykłą sympatię."







Emily (Lily) Born

"Największa i z pewnością, najbardziej oddana fanka The Wanted. Nie posiada zbyt wielu przyjaciół. Jak na 10-latkę jest dość zamknięta w sobie. Rodzice mało się nią interesują. Dziewczynka całe dnie kręci się ulicami Londynu lub przesiaduje je w "Morning Cafeee", gdzie poznaje Kayle..."





Kelsey Hardwick

"Oczko w głowie, wielka miłość Tom'a. Modelka, projektantka ciuchów. Prawdziwy wulkan pozytywnej energii! Otwarta na ludzi, towarzyska, szybko zyskuje sympatię innych. Nie lubi być pomijana w ważnych decyzjach oraz dowiadywać się wszystkiego ostatnia. Mimo imprezowego charakteru, można jej naprawdę zaufać."





 
Nareesha (Nari) McCaffrey

"Wybranka Sivy. Modelka. Kocha swojego chłopaka ponad wszystko i przyjaźni się z wszystkimi członkami zespołu. Przeciwieństwo Kelsey: spokojna. Jest takim jakby przylepcem. Dokleja się do ludzi i nie chce odejść nawet wtedy kiedy jest to wskazane. Otwarcie mówi to co myśli, dobierając pierwsze lepsze słowa. Czasem rani innych, ale stara się to naprawiać."





JLS (od lewej u góry) Oritsé Williams, Marvin Humes, Jonathan "JB" Gill (na dole) Aston Merrygold

"Boysband, który tworzy historię. Na większych imprezach zdarza im się występować z The Wanted oraz innymi gwiazdami. Chłopcy są bardzo mili. Nie ulegają "rywalizacji" między zespołami. Szanują pracę ludzi po fachu. Gdy z kimś się zaprzyjaźnią potrafią pokroić się dla tej osoby."




  One Direction (od lewej) Louis Tomlinson, Liam Payne, Zayn Malik, Harry Styles, Niall Horan

"Dopiero co wchodzący na arenę muzyczną boysband, który z dnia na dzień zdobywa rzesze nowych fanów jak i anty. Chłopaki mimo, iż tworzą zespół, bardzo się od siebie różnią. Np.: Harry jest pewnym siebie podrywaczem, podczas gdy Louis stara się być po prostu dobrym przyjacielem."





Królowa Elżbieta II

"Miłościwie nam panująca. Zamieszkała w pałacu Buckingham (nie wiedzieliście tego, nie? xD). Uwielbia spacery po Hyde Park'u i tam też spędza większość swojego wolnego czasu. Chętnie poznaje nowych ludzi
i angażuje się w przeróżne akcje. Czasami korzysta
z formy: incognito."





The End

To chyba tyle. Ważniejsi bohaterowie wypisani. Przeraziłam? Możliwe... A i dwa odnośniki:

1) Bohaterowie tego opowiadania, którzy występują pod takimi samymi nazwiskami w realu mają określony (wymyślony przez ze mnie) charakter, nie świadczy to o moim stosunku do tej postaci. Np.: Jeżeli jeden z bohaterów będzie świnią w opowiadaniu, nie znaczy, że nie lubię/szanuję tej osoby w realu. Jakiekolwiek oszczerstwa czy wyzwiska wprowadzone do opo, obrażające, którykolwiek zespół, zostały stworzone na potrzeby tej historii. Więc proszę bez takich myśli typu: no po tym TW/ 1D / JLS można się było tego spodziewać. Dla waszej informacji wszystkie te zespoły osobiście szanuję.
2) Rządzie Brytyjski! Królowa jest jedną z bohaterek tego opowiadania. Jej zachowanie jest moją fikcją. Proszę nie sprowadzać mi tu na głowę ochrony narodowej.

To na razie tyle... Jej, dzielę się historią, która tworzy się w mojej głowie i w Wordzie od 2010 roku... Takie dziwne uczucie... Ale cóż jak powiedziała mi pewna osoba: "Do odważnych świat należy". A opo zawsze można usunąć. :)